Moneyman jest przykładem firmy, która dzięki nowoczesnym technologiom i nieustannemu rozwojowi, w niespełna 4 lata przekształciła się z niewielkiego start-upu w znaną, międzynarodową markę. W tej chwili firma jest obecna na 6 rynkach w Europie, Azji i Ameryce Południowej. Co ciekawe, Moneyman planuje dalszą, międzynarodową ekspansję. Jakie początki miała firma oraz jak zmienił się rynek FinTech w ostatnich kilku latach? Na te oraz inne pytania odpowiadał Boris Batine – CEO  i współwłaściciel ID Finance, spółki matki Moneyman.

Ivanna Molodozhenya: Pańska firma była pionierem finansowych rozwiązań online w wielu krajach, takich jak Rosja czy Kazachstan. Czy w związku z tym mieli Państwo więcej możliwości w porównaniu do firm, które wchodziły na rynek później, czy może wręcz odwrotnie – napotkaliście dużo trudności?

Boris Batine: To oczywiste, że będąc pierwszymi na rynku, mieliśmy sporo trudności. Przede wszystkim był to brak jakiejkolwiek infrastruktury, która jest niezbędna do zaproponowania finansowych rozwiązań za pośrednictwem sieci.  Mówię tutaj o braku dużej ilości danych oraz instrumentów do analizy ryzyka. Musieliśmy stworzyć to wszystko sami. Razem z międzynarodową marką Experience, wypracowaliśmy pierwszy w Rosji  system zdalnego uwierzytelniania klientów, który pomaga zwalczać nadużycia finansowe. Zaangażowaliśmy duże zasoby ludzkie i poświęciliśmy na to ogromną ilość czasu czasu,  a wspomniana technologia dała nam dużą przewagę nad konkurentami już na samym starcie. Innym problemem, z którym spotkała się nasza firma, wprowadzając nowe technologiczne rozwiązania, był po prostu brak świadomości społeczeństwa o występowaniu takiego rodzaju usług. Konsumenci nie wiedzieli, że można zaciągać zobowiązania w taki sposób, lub bardzo sceptycznie do nich podchodzili, w skutek czego przepływ klientów był bardzo mały. Musieliśmy zatem wystąpić w roli edukatora, żeby opowiedzieć ludziom o tym produkcie i nauczyć ich korzystania z niego.

Zdobyliście młode rynki, na których początkowo nie było silnej konkurencji. A jak sytuacja wyglądała w Polsce, gdzie w 2015 roku sektor FinTech był już dość mocno rozwinięty?

Było to dla nas w pewnym stopniu wyzwaniem. Chcieliśmy sprawdzić, czy nasz produkt jest równie konkurencyjny na rynku bogatym w podobne rozwiązania finansowe. Oczywiście, samo wejście było o wiele szybsze i prostsze niż w wyżej wspomnianych krajach. Oprócz dużej świadomości społeczeństwa na temat istnienia takich produktów, było także więcej doświadczonych pracowników, a kontrahenci – niejako zaznajomieni i przyzwyczajeni do współpracy z firmami fintechowymi. Mówiąc natomiast o dalszym rozwoju firmy, jest on znacznie trudniejszy w warunkach silnej konkurencji. Trzeba wziąć pod uwagę, że marża od usług jest kilka razy niższa, w porównaniu z rynkami, gdzie jesteśmy jednymi z pierwszych usługodawców tego typu. Duża konkurencja sprawia, że ciężko jest osiągnąć wysokie wyniki finansowe.

W tej chwili Moneyman jest jedyną marką z Europy, która proponuje rozwiązania z branży FinTech także w Ameryce Południowej. W październiku została udzielona pierwsza pożyczka w Brazylii, a w planach jest też wejście na kolejne rynki z tego regionu. Dlaczego wybrali Państwo ten kierunek a nie, przykładowo, dalszą ekspansję w Azji? Widzi Pan większy potencjał w tych rynkach?

Faktycznie, zastanawialiśmy się między rynkami Azji i Ameryki Południowej. Przed podjęciem ostatecznej decyzji, zrobiliśmy obszerną analizę tych dwóch regionów pod kątem języków, regulacji prawnych, religii i wielu innych czynników, które mogłyby mieć wpływ na prowadzenie biznesu. Okazało się, że w krajach Azji są znaczące bariery utrudniające wejście na rynek, takie jak zbyt drogie licencje, restrykcyjne prawo czy brak informacji kredytowej o potencjalnych klientach. Na rynkach Ameryki Południowej sytuacja wygląda znacznie lepiej. Regulacje są dość liberalne, istnieje dobrze rozwinięta infrastruktura finansowa oraz jednolity język w większości krajów, co pozwala jednocześnie wejść na kilka rynków tego regionu. Właśnie dlatego na tym etapie rozwoju firmy wybraliśmy Amerykę Południową. Azja w dalszym ciągu jest dla nas interesująca, jednak zostawimy ją na późniejsze etapy ekspansji.

Plany rozwojowe firmy są bardzo imponujące! Jak przy takim tempie rozwoju zachować dobrą jakość świadczonych usług i utrzymać płynność finansową?

Nie należy to do łatwych zadań. Przede wszystkim trzeba zbudować prawidłową, korporacyjną strukturę. W naszej firmie kładziemy nacisk na silne jednostki lokalne. Zespoły w każdym kraju są maksymalnie autonomiczne i samodzielne. Wspieramy je technologicznie i finansowo, jednak to oni podejmują ostateczne decyzje i odpowiadają za rozwój marki w kraju. Uważam ten podział za jeden z kluczowych momentów w rozwoju firmy, ponieważ to właśnie on zmienia rozwijający się start-up w międzynarodową korporację.

Eksperci twierdzą, że globalny rynek FinTech jest szacowany na ponad 19 miliardów dolarów, a w najbliższych latach, tempo wzrostu inwestycji w technologie wspierające usługi finansowe będzie gwałtownie wzrastać. Nie boi się Pan większej konkurencji – chociażby ze strony banków, które coraz częściej proponują usługi podobne do tych w Państwa firmie?

Coraz częściej słyszy się i mówi o FinTechu  oraz ogólnym rozwoju technologicznym, jednak mimo to,  wciąż mamy do czynienia z dość młodym rynkiem, który dopiero zaczyna rozwijać skrzydła. Wspomniane 19 miliardów dolarów to tak naprawdę kropla w morzu możliwości tego sektora. Istnieją przecież rynki, na których podobne, finansowe rozwiązania w ogóle nie są dostępne, a na których miałyby szansę dynamicznego rozwoju. Nawet, jeśli w ciągu kilku najbliższych lat zauważymy dziesięciokrotny wzrost wartości rynku FinTech to uważam, że możliwości wzrostowo-rozwojowe dla takich międzynarodowych firm jak nasza, które umieją odnaleźć się zarówno w warunkach silnej konkurencji, jak i  na całkowicie nowych, młodych rynkach, będą wciąż na bardzo wysokim poziomie.