Ustawa antylichwiarska zlikwiduje mikropożyczki

Prowadzona od blisko dwóch lat dyskusja nad tym, jaki kształt ostatecznie powinna przyjąć ustawa o nadzorze nad rynkiem finansowym największe kontrowersje budzi w zakresie wprowadzenia limitu pozaodsetkowego (nie więcej niż 25 proc. kwoty pożyczki oraz 30 proc. kwoty pożyczki w skali roku) oraz ograniczenia wysokości kosztów i opłat windykacyjnych (sześciokrotność stopy lombardowej NBP). Przykładowo, od pożyczki z okresem spłaty wynoszącym 30 dni, odsetki mogą wynosić 28 proc. Kością niezgody jest również to, że limit pozaodsetkowy będzie dotyczyć wszystkich pożyczek udzielonych klientowi na przestrzeni 120 dni. Ma to zapobiec tzw. rolowaniu pożyczek. Wprowadzenie tych rozwiązań sprawi, że zobowiązania o najniższej wartości, czyli tzw. mikropożyczki (pożyczki do 500 zł z 30-dniowym okresem spłaty) przestaną być rentowne, a to oznacza, że znikną z rynku.

Dwie strony sporu o pożyczki pozabankowe

W kwestii uregulowań, branża jest podzielona na dwa fronty. Przeciw nowym przepisom w obecnym kształcie jest Związek Firm Pożyczkowych oraz Vivus. Za przyjęciem ustawy jest Konfederacja “Lewiatan” i Provident, o których było głośno 9 czerwca, kiedy to w gmachu Sejmu doszło do kłótni podczas konferencji z udziałem Krystyny Skowrońskiej, przewodniczącej sejmowej komisji finansów (całą relację znajdziecie tutaj). Zaczęło się od pytania dotyczącego tego, kto zlecił i sfinansował badanie Instytutu Badań Strukturalnych, którego wyniki były prezentowane w trakcie spotkania. Podobnie jak za badaniem “Rynek firm pożyczkowych w Polsce” przeprowadzonym przez PwC w 2014 roku, kryje się za tym Provident. Wprawdzie przedstawiciele zarówno IBS, jak i PwC podkreślali, że owszem pożyczkodawca zlecił i zapłacił za badania, ale nie miał wpływu na ich wyniki. Oliwy do ognia dolał dziennikarz zadający pytania odnośnie nie tylko tego, kto zlecił badania, ale również, kto zafundował catering (okazało się, że Lewiatan, a nie jak sugerowano Provident). Dwa dni później, podczas nocnego czytania projektu mówiono o lobbingu i opowiadaniu się Ministerstwa Finansów po jednej ze stron sporu.

Zaistniała sytuacja po raz kolejny zamknęła drogę do merytorycznej dyskusji, jakiej od dawna, a konkretnie od trzeciej wersji projektu ustawy, brakuje. Wcześniejsze nowele były poddawane konsultacjom, ta ostatnia została ogłoszona bez rozmów z zainteresowanymi stronami. Komunikacja odbywa się m.in. na papierze, jak to miało miejsce w maju, kiedy to Związek Firm Pożyczkowych wystosował list otwarty do Prezesa Rady Ministrów, premier Ewy Kopacz. List został opublikowany w Gazecie Wyborczej, Rzeczpospolitej i Dzienniku Gazecie Prawnej. Podjęto w nim trzy najważniejsze kwestie – brak objęcia przepisami pożyczek udzielanych i odbieranych w domu, rezygnacja z Rejestru Firm Pożyczkowych (był uwzględniony w dwóch pierwszych projektach) oraz limit kosztów windykacyjnych w wysokości sześciokrotności stopy lombardowej NBP, które, zdaniem ZFP, wręcz zachęcają do obciążania klienta dodatkowymi kosztami.

Pożyczki na raty sposobem na pozostanie na rynku

Część przedstawicieli obu stron próbuje zadziałać coś w kwestii nowych przepisów. Inni postanawiają zawczasu przygotować się na restrykcyjne prawo i wchodzą w pożyczki na raty, które po wprowadzeniu noweli w obecnym kształcie będą najbardziej rentownym produktem. System ratalny już w czerwcu 2014 roku uruchomił Vivus pod nazwą Zaplo.pl. Na podobny krok zdecydowało się Kredito24 ruszając z Zaimo.pl, Ferratum Bank oferujący Plus Pożyczkę oraz Provident, który prowadzi Hapipozyczki.pl. Zmiany wdrożyła też Wonga, umożliwiając stałym klientom podział należności (maksymalnie 2500 zł) na nawet 12 rat. Jak podkreśla firma, rozszerzenie oferty jest odpowiedzią na potrzeby klientów.

Na ile przezorność okaże się uzasadniona? Trudno ocenić. Jednak biorąc pod uwagę to, że zaczynamy okres wakacyjny, który dotyczy też parlamentu, a jesień przyniesie nam wybory, warto dmuchać na zimne. Bowiem wygrana PiS-u oznacza prawdopodobnie powrót propozycji sprzed dwóch lat. Projekt zakładał ograniczenie kosztów pozaodsetkowych do 5 proc. wartości pożyczki. Do tego każde 7 dni trwania umowy miałoby kosztować 0,75 proc. To jedna z najbardziej drastycznych wersji uregulowania rynku pozabankowego.

Sylwia Stwora

źródło: loan-magazine.pl