Kara w wysokości 2,7 miliarda dolarów nałożona przez Komisję Europejską na Google to najwyższa w historii grzywna. Google nie zgadza się z oskarżeniami o łamanie unijnych zasad monopolowych i zapowiada odwołanie się od decyzji Komisji Europejskiej, której zdaniem Google faworyzowało własny serwis zakupowy w pozycjach wyszukiwania.

Faworyzowanie Google Shopping

Całe zamieszanie powstało za sprawą porównywarki cenowej Google Shopping. Zdaniem komisji antytrustowej, Google blokowało pokazywanie wyników innych, konkurencyjnych porównywarek cen, w ten sposób pozycjonując własną na pierwszym miejscu. Jak dodaje Margrethe Vestager, komisarz UE ds. konkurencji, działania Google uniemożliwiły innym firmom dotarcie ze swą ofertą do klientów. Zdaniem komisarz, największym poszkodowanym jest konsument, któremu zostało odebrane prawo do swobodnego wyboru usług i ofert spełniających jego oczekiwania.

Jak to wygląda w praktyce?

Na pytanie postawione przez klienta w wyszukiwarce, wyniki Google Search wyświetlane są na samej górze strony, stawiając je w ten sposób na najwyższej pozycji, natomiast wyniki konkurentów pojawiają się średnio dopiero na czwartej stronie wyników wyszukiwania Google nawet jeśli są bardziej trafne (z punktu widzenia klienta) niż wyniki Google Search. Dochodzenie wykazało, że firma prowadziła nielegalną praktykę we wszystkich krajach UE w których funkcjonuje wyszukiwarka Google, w tym w Polsce.

Google AdWords a reklamy pożyczek

Do tej pory Google uniemożliwiało reklamowanie takich produktów jak używki, broń, amunicja czy tytoń. 13 lipca 2016 roku Google wprowadziło ograniczenia także dla pożyczkodawców, zakazując reklamowania w Google AdWords pożyczek pieniężnych i chwilówek, których czas spłaty jest krótszy niż 60 dni. W Stanach Zjednoczonych niemożliwe jest także reklamowanie pożyczek, których stopa oprocentowania jest równa lub wyższa niż 36 proc. Zmiany nie dotyczą usługodawców kredytów hipotecznych, studenckich czy samochodowych.

„Zakaz reklamowania produktów pożyczkowych to bardzo zawiła i sporna kwestia. Z jednej strony rzeczywiście może to przyczynić się do zmniejszenia ilości nieuczciwych pożyczkodawców i uchronić klientów przed zadłużeniem, z drugiej jednak – szkodzi to rzetelnym, działającym zgodnie z prawem firmom. Należy wziąć również pod uwagę fakt, że w Polsce rynek pożyczkowy funkcjonuje zupełnie inaczej niż w Stanach Zjednoczonych, a stopy oprocentowania nie są u nas aż tak wysokie. Myślę, że Google powinno podejść do tej kwestii w sposób indywidualny – wprowadzać takie zakazy w krajach, w których rynek pożyczkowy rzeczywiście takich regulacji wymaga.” – komentuje Tymon Zastrzeżyński, ekspert pozyczkaportal.pl.